¨Caminante, no hay camino... se hace camino andar¨ Antonio Machado

środa, 11 listopada 2009

C.D. W domu :)

No i dzisiaj jest właśnie środa i siedzę sobie w domu z Antenorem i Henrym. Dziś go nie chcę zabić, choć jeszcze dzień się nie skończył :) Jestem z nimi sam. Antenor robi zadanie domowe, a Henry czyta książkę. Dziś nie przyniósł swoich zeszytów, więc nie robi zadania domowego. Oni oboje chodzą do szkoły na 8. Ante chodzi do szkoły prywatnej "Casas de cartón", natomiast Henry podobnie jak reszta chłopaków do szkoły publicznej. Szkoły prywatne są z założenia lepsze, a Antenor ze wszystkich jest najlepszym uczniem i najbardziej chce się uczyć. Skończył zadanie domowe i teraz czyta książkę. Czyta na głos i bardzo płynnie.
Reszta chłopaków jest w szkole, bo chodzą na zmianę popołudniową (odpowiadając na pytanie Moniki). Lubię ten czas w domu. Jest spokojnie i jest czas na pogadanie z chłopakami, popisanie bloga, pogadanie na skypie z ludzikami z zagranicy.
Chłopaki wracają około 18:3o. Wbiegają do domu i witają się ze wszystkimi... oczywiście z facetami podaniem ręki, a z kobietami całusem w policzek. Potem przebierają się w ubranie domowe i schodzą na dół, żeby zjeść kolację. Przeważnie jemy to samo co było na obiad, bo zawsze się przygotowuje więcej. Po kolacji sprzątamy sale i zmywamy naczynia. Wieczorami odbywa się jakiś warsztat edukacyjny lub sportowy. Najczęściej idziemy po prostu pograć w piłkę na osiedlowe boisko. Piłka to jest... kiedy przyjechałem to nim zapytali jak mam na imię, to padło pytanie czy potrafię grać w piłkę nożną. Dzieciaki grają na różnym poziomie, ale jak na swój wiek, każdy gra dobrze. Nawet Jordi czasami strzeli gola. Czasami gramy sami, a czasami z innymi chłopakami z okolicy. Wtedy to jest już poważna gra... nie na żarty. Nasi chłopcy przeważnie wygrywają, a to dlatego, że świetnie się znają i potrafią grać w drużynie. Wiedzą, kto co potrafi i na ile go stać. Super.
Kończymy grać o 21:30 i wracamy do domu. Dzieciaki idą się kąpać i o 22 idą do łóżka. No może to nie jest aż takie proste bo czasami trzeba kogoś poszukać, kto się schował albo coś, ale z założenia o 22 wszyscy już są w łóżkach. I tak każdego dnia :) W weekendy jest luźniej ale mnie przeważnie w weekendy nie ma. W dodatku trzeba powiedzieć, że co drugi weekend dzieci idą do swoich rodzin. Do rodziców (jeśli jest taka możliwość) lub do jakiś babć i wujków i cioci. Bo nie chodzi tylko o to, żeby nie żyli na ulicach, ale też o to żeby kiedyś mogli wrócić do swojej rodziny. I to różnie bywa... bardzo różnie. Niektórzy mają dużą szansę na reintegracje ze swoimi rodzinami. Inni nie ... ich rodzice sami są na ulicy, mają problemy alkoholowe itp itd.
Oczywiście ten rozkład, który tu Wam podałem jest taki orientacyjny, ale staramy się jak możemy, żeby był on praktyką.
Dla mnie bycie tutaj to poznawanie całkowicie nowego rodzaju edukacji... edukacji ciągłej, codziennej, poza formą warsztatu. Edukacji trudnej bo nie da się z niej nagle wyjść, bo nigdy się nie kończy, bo jest zależna od dnia, od pogody, od innych ludzi. Edukacji trudnej i momentami frustrującej bo nie ma checkpointów, punktów ewaluacji, bo czasami wydaje się, że nic się nie osiąga. Ja się dopiero uczę tej rzeczy... bywam zmęczony ... co ja mówię... codziennie o 13 muszę się zdrzemnąć. Ale z każdym dniem coraz bardziej widzę, że ta praca ma sens, że te dzieciaki są niesamowite, że każde z nich jest inne i jedyne w swoim rodzaju. Dobra muszę iść grać w grać w grę z dziećmi. Gramy w Totem!!! Pozdrawiam wszystkich.
Następny wpis będzie o Preventivo. Nawet nie wiecie ile Wam chce opowiedzieć o tym co tam się dzieje. Wczoraj byłem poraz pierwszy w pokoju/celi dzieciaków... wyszedłem z tamtąd mniemy i prawie ze łzami w oczach... ale to już w następnym odcinku :)

1 komentarze:

Dagmara pisze...

Czy można prosić o kolejny wpis szybciej niz za tydzień??? sposób w jaki zakończyłęs ostatni wpis że chce sie jak najszybcjie wiedziec co dalej..!!!!
Buziaki!!